Uniwersytet Rzeszowski
Centrum Dokumentacji Współczesnej Sztuki Sakralnej
pl. Ofiar Getta 4-5/35, 35-002 Rzeszów
tel. +48 17 872 20 98

Stanisław Rodziński

Kraków, Akademia Sztuk Pięknych

Abstrakt:

Istotą tekstu jest ukazanie bardzo ważnego związku między procesem twórczym architekta i artysty, podejmującego się realizacji do kościoła i dla Kościoła, a jego życiem duchowym i jego wiarą. To właśnie ten związek decydował o powstaniu najwybitniejszych dzieł sztuki i architektury sakralnej na przestrzeni dziejów sztuki i Kościoła. Istotą dobrej sztuki jest jej ponadczasowość. Teksty hierarchów kościelnych, m.in. Jana Pawła II czy Kardynała Josepha Ratzingera, mogą stanowić dla artystów zarówno inspirację, jak i pomoc w poszukiwaniu treści i formy dzieł. Dotyczy to w równym stopniu związku architektury sakralnej z krajobrazem, jak i znaczenia sztuki sakralnej w życiu wiernych. Bez tej świadomości architekt i artysta często realizują obiekty, które w równym stopniu mogą być domami towarowymi (galeriami), jak i świątyniami, w których wierny nie doszuka się inspiracji wiarą.

słowa kluczowe: sztuka sakralna; architektura sakralna; artysta; wiara; inspiracja.

—————–

Patrząc na wiele wznoszonych współcześnie kościołów, na ich formę w krajobrazie miast lub wśród nizin, drzew i gór, mając przed oczami niemal odwieczne dla nas świątynie gotyckie, barokowe, neobarokowe czy neogotyckie, szukamy odpowiedzi na pojawiające się pytanie: dlaczego dzisiaj nie buduje się już takich kościołów? To pytanie nie dotyczy jednak detali architektonicznych czy przestrzennych rozwiązań. Niepokój budzi raczej szczególnego rodzaju obcość niektórych współczesnych świątyń w otaczającym je pejzażu.

Wchodząc do tych „nowoczesnych kościołów”, nie możemy odnaleźć zagubionych we wnętrzu: prezbiterium i konfesjonałów, ustawionych w nieprzemyślanych miejscach. Ławki i klęczniki są przeważnie niewygodne i raczej przeszkadzają niż pomagają w skupieniu, które pragniemy odnaleźć w murach świątyni. Jednym z naturalnych przejawów religijności jest to, co nazywamy „wstępowaniem” do kościoła na chwilę modlitwy, adoracji. W niektórych nowych wnętrzach sakralnych rozprasza nas charakter przestrzeni, która nie sprzyja wewnętrznej koncentracji, ma natomiast charakter wielkiej poczekalni, magazynu czy hali masowych zebrań. Spróbujmy zastanowić się nad tym zjawiskiem.

Każdy kościół był u swych początków współczesny. Współczesna była kolegiata w Wiślicy, bazylika Mariacka w Krakowie, katedra w Akwizgranie. W okresie renesansu czy baroku niektóre średniowieczne wnętrza była przerabiane, a nawet wyburzane, uznawane po prostu za nieudane czy brzydkie. Tak było ze znakomitymi zabudowaniami gotyckiego szpitala Duchaków na Placu św. Ducha w Krakowie. Zburzono je, by postawić w tym miejscu Teatr Miejski, obecny Teatr Słowackiego. Nie zdołał zapobiec temu nawet Jan Matejko, który na znak protestu zwrócił miastu berło, jakim obdarowano go jako duchowego interreksa ówczesnej, podzielonej przez zaborców Polski.

[member]

Wspominam o tym nie dlatego, by wzbudzić nadzieję na zburzenie tych współczesnych kościołów, które nam się nie podobają. Rzecz w tym, że każdy czas wnosi do naszego życia własne znaki przeżywania i interpretacji wiary. W Krakowie w latach dwudziestych ubiegłego wieku wzniesiono na Dębnikach i w Borku Fałęckim nowoczesne jak na owe czasy świątynie. W tym samym czasie nad wejściem do bazyliki ojców Jezuitów przy ulicy Kopernika pojawia się zrealizowana przez Xawerego Dunikowskiego znakomita rzeźba przedstawiająca Chrystusa. W 1946 roku Józef Mehoffer kończy Drogę Krzyżową, która, obok witraży Stanisława Wyspiańskiego, jest po dziś dzień wielkim zjawiskiem współczesnej przecież sztuki religijnej. Ojcowie Franciszkanie umieszczając te dzieła w swym krakowskim kościele nie ukrywali swoich wątpliwości co do ich wartości artystycznej, tak jak podejmowali kolejne ryzyko zamawiając witraże i ołtarz u Teresy Stankiewicz i Łukasza Karwowskiego.

Wspomniane tu realizacje wrosły w krajobraz miasta, ale były naturalną częścią ówczesnego nurtu architektury mieszkalnej, jak i budowli użyteczności publicznej. Witraże Wyspiańskiego u Franciszkanów, mimo iż stanowiły w tamtych czasach wyraz odwagi zamawiających, mają ten sam rodowód, co witraże Mehoffera, wybrane w drodze konkursu do realizacji w szwajcarskim Fryburgu, a były przecież dziełem nikomu tam nieznanego artysty.

Te niejednokrotnie nadzwyczajne spotkania dzieł z różnych czasów i różnych nurtów w sztuce (dotyczy to obrazów Rouaulta czy witraży Bazaina w gotyckim, paryskim kościele St. Severin) są często harmonijnym i naturalnym łączeniem w sztuce klimatu wiary, modlitwy, ale i wiedzy i twórczej świadomości. Oczywiście nie czas tu, ani miejsce, by problem ten omawiać i analizować, tym bardziej, że w naszych warunkach ma on jeszcze inną genezę. Harmonijny rozwój naszej sztuki i architektury został dramatycznie przerwany przez wojnę.

Po wojnie nastąpił czas odbudowy, a potem dziesięciolecia budownictwa zdominowanego przez ideologiczną interpretację. Były to lata, w których zabrakło miejsca dla naturalnego i niezakłóconego myślenia o sztuce i architekturze sakralnej. Nastąpiła eliminacja problematyki sztuki sakralnej nie tylko z normalnej praktyki twórców. Zagadnienia te przestały istnieć w programach studiów, zarówno architektonicznych, jak i w zakresie projektowania wnętrz, malarstwa i rzeźby w szkolnictwie artystycznym. W świadomości młodych twórców powstała swoista „dziura w wyobraźni”, ale też luka w obszarze wiedzy i doświadczenia. Zapełniała się ona od czasu do czasu przypadkowymi informacjami „z Zachodu”, głównie z Francji, o tzw. nowoczesnej sztuce sakralnej, o nowych świątyniach, polichromiach, rzeźbach czy witrażach. Twierdzę, że to właśnie wspomniana luka spowodowała późniejsze nieporozumienia.

Kościoły wznoszone latami, przy ogromnych trudnościach prawnych, przy partyjno-ubeckich blokadach, jeżeli w ogóle powstawały, były ze swej natury bardziej pomnikami wiary i uporu niż dziełami sztuki. Natomiast późniejszy „boom” projektowy i budowlany był w znacznej mierze pokazem architektonicznych mód, niż naturalnie rozwijającą się twórczością, w której wiedza, talent i wiara stwarzały zjawisko współczesnej sztuki i architektury sakralnej. Brak wiedzy, świadomości i tradycji, a zarazem lekceważenie odwiecznego związku każdej budowli, a sakralnej nade wszystko, z pejzażem, doprowadziły w konsekwencji do powstawania dziwolągów oderwanych od wyczucia sacrum, od odpowiedzialności, a niekiedy i od wiary. Nie oznacza to, że nie powstało wiele pięknych, współczesnych świątyń, problem jednak w istotnej mierze pozostał.

Powierzchowne myślenie o roli współczesnego Kościoła (nie budowli, lecz wspólnoty wiernych) rozumiano jako inspirację i sygnał do pełnej dowolności w zakresie projektowania bryły i wnętrza świątyni. Utrwaliła się zasada, że najpierw buduje się kościół, a potem autorzy realizacji zastanawiają się nad jego teologicznym programem, wystrojem i wyposażeniem wnętrza. Oczywiście, nie można generalizować tej opinii, trzeba wspomnieć o strukturach kurialnych, o zespołach i komisjach, które zajmują się tymi zagadnieniami i regulują je dla dobra sprawy. Nie ulega jednak wątpliwości, że brak kompetencji i nieporozumienia w projektowaniu, a nawet realizowaniu niedobrych, wręcz fatalnych niekiedy, kaplic i kościołów, jest faktem  i wynika z zadufania projektantów i braku stanowczości władz kościelnych.

W znakomitej książce kardynała Josepha Ratzingera Duch liturgii, wydanej w 2002 roku przez Wydawnictwo Christianitas, możemy przeczytać:

„Dokonująca się w wierze odnowa sztuki nie może nastąpić ani dzięki pieniądzom, ani przez powołanie jakiejś komisji. Sztuka taka zakłada przede wszystkim dar nowego spojrzenia. Warto zatem dołożyć wszelkich wysiłków, aby ponownie dotrzeć do wiary widzącej. Tam, gdzie ona istnieje, tam i sztuka znajdzie swój właściwy wyraz.”

Rzecz dotyczy więc spraw bardzo głębokich i poważnych. Dotyczy uczciwości i życia wewnętrznego tych, którzy w pewnym momencie życia podejmą się realizowania projektów, które mogą stać się rzeczywistością naszego krajobrazu, ale i naszego myślenia o Bogu, naszej wiary. Bez tego rodzaju decyzji będziemy rozmawiać jedynie o peryferiach problemów, a jak mówił kiedyś niezapomniany ksiądz Pasierb: „w projektach wnętrz kościelnych sedilla w prezbiterium zastąpione będą przez komplet wypoczynkowy.” Narzekanie jednak nie wystarczy.

Sprawa dotyczy przecież także muzyki we współczesnym kościele, dotyczy przybliżenia wiernym ewolucji sztuki i zagadnień kultury. Jednym z zasadniczych dokumentów jest tu List do artystów Jana Pawła II, ważną lekturą winna też być homilia tego papieża wygłoszona w czasie poświęcenia odrestaurowanej Kaplicy Sykstyńskiej. W sytuacji gigantycznego szumu medialnego, jaki otacza i obezwładnia przeciętnego człowieka, takie właśnie światła mogą pomagać nie tylko odczuwać to, co nowe w architekturze oraz w sztuce i muzyce sakralnej,  które muszą być częścią życia ludzi, a nie obszarem skandali i towarzyskich sensacji.

Niezależnie od kontekstów czasu, cywilizacji czy roli mediów problem współczesnej sztuki i architektury sakralnej winien być przemyślany, a dotychczasowe praktyki korygowane i wzbogacane o doświadczenia zarówno przedstawicieli Kościoła, jak i środowisk twórczych. Mam tu na myśli system konkursów, stawianie wysokich wymagań dotyczących architektonicznego kształtu budowli, jej istnienia w krajobrazie i duchowego związku formy świątyni z jej patronem czy wezwaniem. Dotyczy to również ścisłej współpracy twórców świątyni z artystami projektującymi poszczególne elementy wnętrza, mebli, polichromii, rzeźb. Program teologiczny świątyni, tak jak było to dawniej, winien stać u początków projektowania i realizowania formy zewnętrznej i wnętrza kościoła czy nawet kaplicy. Istotny jest również świadomy udział wspólnoty parafialnej w tworzeniu świątyni. Kapłan i twórcy winni wyjaśniać wspomniane założenia teologiczne i artystyczne. Warto pamiętać, że wrażliwa refleksja amatora może nieraz inspirować autorów projektu lub uświadomić im potrzebę pewnej korekty. W tym właśnie celu duchowni uzyskują w czasie studiów seminaryjnych garść najpotrzebniejszej wiedzy w omawianym zakresie, po to kształci się architektów i plastyków, przygotowując ich do podejmowania prac z kręgu sztuki sakralnej – by ten ogromnie ważny obszar naszej wiary i jej przeżywania uchronić od niekompetencji i efektownych banałów, w rezultacie tak samo szkodliwych dla ludzkiej wiary co  kultury.

Jeżeli wokół nas zachodzą zmiany i akceptujemy to, co w wielu dziedzinach życia niesie współczesność, powinniśmy zrozumieć, że Kościół, żyjąc i działając, również zmienia formy swego oddziaływania. Papież – kiedyś niedostępny, niesiony na sedia gestatoria, otoczony barokowymi wachlarzami – dzisiaj rozmawiający z wiernymi, niemal wchodzący w tłum, to przecież ten sam Namiestnik Chrystusa. Inność jest innością czasów, przy której istota pozostaje niezmienna. Drewniana, wiejska świątynia, do której przywykły pokolenia ludzi, nie zakończyła swego działania. Nadal trwa, jest bliska. Piękne, współczesne świątynie są i pozostaną znakami czasu, a obok nich stać będą nieudane, nowoczesne kościoły. Podobnie, obok gotyckich katedr spotykamy niekiedy gotyk nieudany i drugorzędny. Wznoszone przez wieki, dla świętego spokoju, neogotyckie czy neobarokowe kościoły pozwalały unikać ryzyka nowości i przyzwyczajały do trwania tego, co już było. „Historia sztuki jest historią dzieł, ale i ludzi”, jak pisał Jan Paweł II w Liście do artystów.

W miarę metafizycznego napełniania kościoła modlitwą i obecnością pokoleń wiernych staje się on bliski, choć bywa nie najpiękniejszy w swej architektonicznej formie i wyposażeniu. Nie można jednak zapominać o ponadczasowej roli oraz znaczeniu sztuki i architektury sakralnej. Tak jak przed wiekami, tak i w następnych stuleciach będzie ona świadectwem talentu danej epoki, ale także jej uczciwości i wiary.

[/member]

Skip to content