Uniwersytet Rzeszowski
Centrum Dokumentacji Współczesnej Sztuki Sakralnej
pl. Ofiar Getta 4-5/35, 35-002 Rzeszów
tel. +48 17 872 20 98

Ewa Klekot

Warszawa, Uniwersytet Warszawski

Abstrakt:

Jak twierdzi Pierre’a Bourdieu, w nowoczesnej rzeczywistości każdy wybór estetyczny działa jako czynnik klasyfikujący społecznie. Teoria Bourdieu ukazująca społeczną konstrukcję sądu smaku pokazuje zarazem społeczne konstruowanie wartości estetycznej oraz ustanawianie dystansu społecznego i hierarchii z jej pomocą. Z drugiej strony, analizując wartość kiczu Tomaš Kulka stoi na stanowisku, że nie można go oceniać za pomocą sądu smaku ponieważ z definicji nie posiada on „wartości artystycznych”, które stanowią podstawę sądu estetycznego. Zdaniem Kulki kicz strukturalnie nie jest sztuką. Biorąc też pod uwagę fakt, że większość otaczanych kultem i cudownych wizerunków chrześcijańskich różni się dość znacznie od tych, które odbierają cześć w muzeach, sensowność stosowania sądu smaku do tak zwanej „sztuki religijnej” wyraźnie domaga się zrewidowania. Czynniki istotne dla wartościowania wizerunków religijnych przez osoby używające ich w praktyce religijnej sprawiają – co spróbuję pokazać odwołując się do przykładów pochodzących z moich badań terenowych, – że ich ocena opierać się powinna raczej na pojęciach takich jak gadamerowska nierozróżnialność, czy mimesis w znaczeniu, jakie nadał temu pojęciu Michael Taussig, a nie na konstruowanych w sposób nowoczesny wartościach artystycznych.

słowa kluczowe: sztuka religijna, sąd estetyczny, kicz, socjologia sztuki

———————-

W baśni Hansa Christiana Andersena Ogrodnik i jego chlebodawcy tytułowy bohater pewnego dnia umieszcza na pokojach pańskiej rezydencji błękitny kwiat w kryształowej wazie. Kwiat wywołuje zachwyt, a państwo zastanawiają się, z jakiego egzotycznego kraju pochodzi ten niezwykłej urody okaz, który uznają za „lotos hindostański”. Kwiat budzi podziw całego towarzystwa odwiedzającego pałac, a państwo ofiarowują go księżniczce, która zachwyca się nim bez reszty. Aby zastąpić ofiarowany księżniczce okaz nowym, państwo wyruszają na poszukiwania – nie znajdują kwiatu jednak ani w cieplarni, ani w ogrodzie. Pytają więc ogrodnika, który wyjaśnia, że niezwykłej urody kwiat to zwykły karczoch. Państwu natychmiast przestaje się on podobać; mało tego – śpieszą przeprosić księżniczkę, że ośmielili się ofiarować jej coś tak pospolitego. Księżniczka jednak nadal jest kwiatem zachwycona i nie przeszkadza jej świadomość, że pochodzi on z warzywnika. Karczoch zostaje więc zrehabilitowany także w oczach chlebodawców ogrodnika.
Przytoczyłam fragment tej dobrze znanej baśni, ponieważ jej przesłanie zawiera dwa bardzo ważne elementy wielkiej nowoczesnej narracji sztuki, elementy, które sprawiają, że teoria i praktyka tejże sztuki w kontekście religijnym pozostają ze sobą w mniej lub bardziej rażącej sprzeczności. Chodzi o działanie sądu smaku jako klasyfikatora społecznego (pospolite pochodzenie karczocha degraduje go w oczach państwa) oraz o przekonanie o jego uniwersalnych podstawach, czyli istnieniu jakiegoś rodzaju piękna absolutnego, czy też uniwersalnego, które jest cechą przedmiotu (tutaj: kwiatu) niezależnie od tego, kto i kiedy na niego patrzy oraz jaki robi z niego użytek. (Terminu „sąd smaku” używam tutaj za Pierrem Bourdieu w jego znaczeniu technicznym [1]; oznacza on sąd wypowiadany w stosunku do przedmiotu czy działania odnoszonych do skali wartości artystycznych i estetycznych.)
Tymczasem antropologia społeczna od dawna przekonuje, że z uniwersalnością piękna jest jeszcze gorzej niż z uniwersalnością praw człowieka, a przedmioty czy działania określane przez nas mianem sztuki bywają usytuowane w systemach kulturowych tak odmiennych od naszego, że często nie potrafimy nawet dostrzec skali wartości służącej do ich oceny, nie mówiąc o rozumieniu związanych z nimi znaczeń i ich miejsca w uniwersum ludzi, którzy są ich autorami; antropologii sekunduje zresztą już od dość dawna historia kultury [2]. Mimo to współcześni „praktycy sztuki”, a także znaczna część jej teoretyków, zachowują się tak, jakby uniwersum sztuki rzeczywiście miało postać muzeum wyobraźni, gdzie kryterium doboru jest wartość artystyczna obiektu. Oczywiście wartościowanie takie jest uprawnione w odniesieniu do nowoczesności i jej własnych dzieł; natomiast używanie wartości artystycznych do oceny wszelkich innych przedmiotów i działań wymaga z perspektywy antropologicznej głębokiego uzasadnienia – w przeciwnym razie mamy do czynienia z zawłaszczeniem, które zresztą cały czas jest ulubioną praktyką późnonowoczesnego Zachodu [3].

[1] P. Bourdieu, Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia, tłum. P. Biłos, Warszawa 2005.
[2] Por.: C. Geertz, Sztuka jako system kulturowy, w: tenże, Interpretacja Kultur, tłum. M. Piechaczek, Kraków 2005.
[3] Por. np.: N. Dias, Cultural Difference and Cultural Diversity: the case of Musée du Quai Branly, w: Museums and Difference, red. D. Sherman, Bloomington–Indianapolis 2006.

Pełny tekst artykułu został wydrukowany na łamach rocznika „Sacrum et Decorum” II, 2009. Zamówienia proszę kierować do Wydawnictwa UR.

Skip to content