Uniwersytet Rzeszowski
Centrum Dokumentacji Współczesnej Sztuki Sakralnej
pl. Ofiar Getta 4-5/35, 35-002 Rzeszów
tel. +48 17 872 20 98

Lechosław LameńskiKatolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin


Abstrakt:

Marian Konieczny (ur. 1930) to postać szalenie kontrowersyjna w dziejach monumentalnej rzeźby polskiej 2 poł. XX wieku. Uczeń Ksawerego Dunikowskiego, a zarazem absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Leningradzie, w swoim czasie członek PZPR, rektor ASP w Krakowie oraz poseł na Sejm PRL, mimo że jest autorem kilkudziesięciu pomników, nigdy nie cieszył się uznaniem i zainteresowaniem ze strony krytyków i historyków sztuki. Badacze piszący o polskiej rzeźbie pomnikowej pomijali jego osobę znaczącym milczeniem, nie mogąc wybaczyć mu, że był autorem zarówno Pomnika Bohaterów Warszawy w Warszawie (1964), już nieistniejącego Pomnika Lenina w Nowej Hucie (1973), Pomnika Walk Rewolucyjnych na Rzeszowszczyźnie w Rzeszowie (1973) czy Pomnika Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie (1981).
Jakby na przekór wszystkim swoim przeciwnikom, ten niezwykle pracowity, wyjątkowo zdolny i wszechstronny rzeźbiarz, najchętniej wypowiadający się w konwencji realistycznej, po burzliwych przemianach politycznych roku 1989 nie tylko nie zniknął z polskiego życia artystycznego, ale nadal wygrywa konkursy i otrzymuje zlecenia na nowe pomniki, w tym także na prace o charakterze religijnym. Jego dziełem jest m.in. monumentalne Epitafium Królewskie w Archikatedrze Poznańskiej (1995) czy Pomnik Jana Pawła II przed bazyliką w Licheniu (1999).
Obiektywne przybliżenie biografii i dorobku Mariana Koniecznego i twórców jego pokroju są niezbędne dla nakreślenia pełnego obrazu polskiej rzeźby monumentalnej XX i początku XXI wieku.

słowa kluczowe: Marian Konieczny, monumentalna rzeźba pomnikowa, akademizm, realizm, sztuka religijna

————————

Pisać o twórczości rzeźbiarskiej Mariana Koniecznego nie jest łatwo. Mimo że artysta skończył już 80 lat (przyszedł na świat 13 stycznia 1930 roku), a jego dorobek to przede wszystkim kilkadziesiąt zrealizowanych lub pozostających w modelach projektów pomników, dziesiątki popiersi oraz innych kompozycji (płaskorzeźb, medali, a także dzieł zdecydowanie bardziej osobistych, powstałych na własne, wewnętrzne „zapotrzebowanie”, z reguły nie wystawianych), na próżno szukać poważnych artykułów napisanych przez czołowych krytyków i historyków sztuki, informujących w sposób wyważony i obiektywny o dokonaniach artysty na polu rzeźby. Przede wszystkim brakuje publikacji o charakterze książkowym, w całości poświęconych analizie jego twórczości plastycznej, pozwalających ustalić miejsce i rolę Mariana Koniecznego w dziejach polskiej rzeźby pomnikowej XX wieku. Za nim więc spróbuję przybliżyć stosunkowo skromne wątki religijne obecne w twórczości artysty, warto zastanowić się, kim jest ten wzbudzający tak wiele kontrowersji twórca i jaki obraz jego dokonań wyłania się z lektury wyjątkowo ubogiej literatury mu poświęconej.

Jak się wydaje, powodem pewnej niechęci do Koniecznego jest życiorys artysty, a właściwie fakt, że ten chłopski syn z Jasionowa koło Brzozowa (obecnie w województwie podkarpackim) bardzo szybko wstąpił do PZPR, co zdaniem wielu badaczy, znawców współczesnej rzeźby polskiej, ułatwiło mu zrobienie zarówno kariery politycznej (był posłem na Sejm PRL VIII i IX kadencji w latach 1980–1989), jak i w znaczącym stopniu przyczyniło się do rozwoju jego kariery zawodowej i artystycznej (m.in. w latach 1972–1981 był rektorem ASP w Krakowie). Członkostwo w PZPR zapewniło mu bowiem – według licznych przeciwników rzeźbiarza – intratne zlecenia na realizację najbardziej prestiżowych pomników w Polsce, a nawet na świecie. Czołowi przedstawiciele polskiego życia artystycznego nie potrafili ponadto wybaczyć Marianowi Koniecznemu zarówno autorstwa Pomnika Lenina w Nowej Hucie (1973), Pomnika Wyzwolenia Częstochowy – Żołnierz Wolności w Częstochowie (1968), Pomnika Walk Rewolucyjnych na Rzeszowszczyźnie w Rzeszowie (1973) czy wreszcie Pomnika Aleksandra Zawadzkiego w Dąbrowie Górniczej (1979) oraz historii związanej z dziejami konkursu na Pomnik Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie (1981). Wielu ludzi kultury, w tym głównie artyści, po prostu zazdrościło mu, że wygrał konkurs i zrealizował w 1982 roku monumentalny Pomnik Zwycięstwa Rewolucji Algierskiej w Algierze (zwany również Pomnikiem Chwały i Męczeństwa), którego zasadnicza część wznosi się na wysokość aż 94,5 metra. Jednym słowem, znaczna część osób zainteresowanych rzeźbą pomnikową w Polsce była zdania, że Marian Konieczny to twórca dyspozycyjny wobec władzy politycznej PRL, legitymujący mniej lub bardziej świadomie jej działania na polu rzeźby pomnikowej. Nie chciano, nie umiano pisać i dyskutować o twórczości rzeźbiarskiej artysty z pominięciem całego kontekstu politycznego, który przez kilkadziesiąt ostatnich lat wisiał niczym tragiczne fatum nad większością jego dokonań w zakresie rzeźby monumentalnej. Krytycy zarzucali wreszcie Marianowi Koniecznemu, że jego pomniki są zbyt dosłowne, figury pozbawione finezji i piętna indywidualizmu, mają niepotrzebnie zbyt umowne kształty, ciosane wyjątkowo topornie. Miano również za złe artyście, że nie eksperymentuje z formą, tak, jak to robili inni, współcześni mu rzeźbiarze. Jego przeciwników irytowało także, że zdawał się nie zauważać zmian, jakie dokonywały się na tym polu, przynajmniej od lat 70. XIX wieku, tworząc konsekwentnie w stylistyce i manierze typowej dla doświadczeń dziewiętnastowiecznej rzeźby akademickiej.

[member]

Gdy pod koniec lat 80. redakcja „Rocznika Rzeźby Polskiej” 1989 – „Pomnik” zwróciła się do jedenastu artystów (m.in. do Bronisława Chromego, Władysława Hasiora, Jana Kucza, Stanisława Kulona i Gustawa Zemły), a wśród nich także do Mariana Koniecznego, z pytaniem: „Dlaczego robiłem pomniki?, Dlaczego pomników nie robiłem?”, artysta odpowiedział: „Pomniki robiłem dlatego, że było na nie zapotrzebowanie społeczne. Wszystkie pomniki, jakie zrobiłem czy projektowałem były robione na konkursy. […] U podstaw tego zapotrzebowania leżało utrwalanie pamięci narodowej, integrowanie społeczeństwa poprzez uświadamianie sobie wspólnej historii. […] Pomnik dla rzeźbiarza to odpowiedź na zapotrzebowanie społeczne, odpowiedź historyczna, ukoronowanie jego powołania. Pomnik to wielka synteza. Ja zrobiłem wiele pomników artystów i polityków, między innymi zrobiłem też pomnik Lenina. W konkursach na pomniki brały udział dziesiątki rzeźbiarzy, widocznie byłem fachowo lepszy, skoro wygrywałem te konkursy”[1].

Spisująca wypowiedzi artystów redaktorka zadała Marianowi Koniecznemu dodatkowo jeszcze jedno pytanie: „Ale czy ma pan świadomość, że przez te wszystkie lata był pan rzeźbiarzem uprzywilejowanym?”, artysta odpowiedział: „Tak, oczywiście. Ja należałem do tej grupy politycznej, która panowała w PRL, przez dwie kadencje byłem posłem do Sejmu. Dostawałem też zamówienia na pomniki i spisywałem się nieźle. Taka była prawda”[2].

To chyba z tego właśnie względu na próżno szukać w nielicznych wydawnictwach poświęconych w całości współczesnej rzeźbie polskiej, jakichkolwiek uwag wartościujących dokonania Mariana Koniecznego w zakresie szczególnie bliskiej mu rzeźby pomnikowej. W najbardziej jak dotychczas przekrojowej, choć nieroszczącej sobie pretensji do wyczerpania tematu, a tym bardziej reprezentacji wszystkich zjawisk zachodzących w rzeźbie polskiej publikacji (o charakterze albumowym) autorstwa Andrzeja Osęki i Wojciecha Skrodzkiego Współczesna rzeźba polska (wydanej przez Arkady, Warszawa 1977) nazwisko Mariana Koniecznego nie pada ani razu. Z dwóch obszernych esejów zamieszczonych w tejże publikacji można jednak dowiedzieć się o pomnikach wyrzeźbionych przez twórców urodzonych niemal w tym samym czasie co bohater niniejszego tekstu, a więc między innymi: Władysława Hasiora (ur. 1928), Stanisława Kulona (ur. 1930) czy Gustawa Zemły (ur. 1931), a ponadto całej plejady twórców także zainteresowanych rzeźbą pomnikową, zarówno znacznie starszych, jak i młodszych niż Konieczny. Krakowski artysta pozostaje wielkim nieobecnym, ponieważ – jak stwierdzili autorzy – „przedmiotem naszego zainteresowania była rzeźba jako obszar ekspresji indywidualnej oraz konfrontacji artystyczno-ideowych”[3]. Tymczasem forma dzieł rzeźbiarskich (zwłaszcza pomników) artysty nie ma z takim rozumieniem rzeźby – zdaniem Osęki i Skrodzkiego – zbyt wiele wspólnego. Ten ostatni pisał zresztą nieco dalej: „W okresie powojennym, a zwłaszcza w ostatnim dziesięcioleciu, zrealizowano w Polsce bardzo dużo pomników, zarówno niewielkich, jak i najważniejszych w sensie ich prestiżowego, patriotycznego i moralnego znaczenia. Realizacje te dorzuciły jednak niewiele do obrazu osiągnięć naszej twórczości rzeźbiarskiej.

Dominującą cechą realizowanych u nas pomników jest ich ogólnikowa, powierzchowna nowoczesność, najczęściej idąca w parze z łączeniem elementów wynikających z dziewiętnastowiecznej, naturalistycznej koncepcji pomnika. Efektem takiej postawy jest zdawkowy monumentalizm z dodatkiem werystycznie na ogół potraktowanych elementów figuralnych, najczęściej głów portretowych czy scen płaskorzeźbionych”[4].

I chociaż uwagi krytyka odnoszą się generalnie do kondycji polskiej rzeźby pomnikowej lat 60. i 70. XX wieku, to bez wątpienia miał on na myśli również dokonania Mariana Koniecznego w tym zakresie.

Na początku lat 70. ubiegłego stulecia Lech Grabowski opublikował niewielką książeczkę, w gruncie rzeczy broszurę (zaledwie dwadzieścia kilka stron tekstu), bez ilustracji, ale opatrzoną wielce obiecującym tytułem: Rzeźba polska po II wojnie światowej. Niestety, brzmiący bardzo poważnie tytuł nie znajduje rozwinięcia ani potwierdzenia w bardzo ubogiej treści. Poglądy autora są umiarkowanie obiektywne, nie dzieli on rzeźby polskiej na awangardową i tradycyjną, lecz przedstawia dokonania najciekawszych – jego zdaniem – rzeźbiarzy w układzie chronologicznym. Grabowski odnotowuje co prawda obecność Mariana Koniecznego na polskim rynku sztuki, ale zmienia mu imię na Stanisław, myląc ze Stanisławem Koniecznym, rzeźbiarzem z Wybrzeża. Wymienia natomiast prawidłowo dwie jego rzeźby: Warszawską Nike i Starego atletę (nazywając ją jednak Zapaśnikiem), uznając przy tym, że Konieczny „stał się jedną z najwyraziściej zarysowanych indywidualności artystycznych swego pokolenia”[5].

Także w skromnym (pod względem treści), choć tym razem bogato ilustrowanym wydawnictwie albumowym autorstwa Hanny Kotkowskiej-Barei, Polska rzeźba współczesna (Warszawa 1974), na próżno szukać chociażby jednego akapitu poświęconego wnikliwej ocenie i analizie monumentalnych dzieł pomnikowych Mariana Koniecznego. Autorka przybliża sylwetki trzydziestu dwóch interesujących ją rzeźbiarzy i jest to bez wątpienia wybór subiektywny. W dużej mierze chodzi jej o twórców eksperymentujących z formą rzeźbiarską w przestrzeni, nic więc dziwnego, że zabrakło w albumie miejsca na omówienie sylwetki twórczej Mariana Koniecznego, kojarzonego z tradycją i realizmem rzeźby dziewiętnastowiecznej.

Z kolei w syntetycznym i jak by nie było przekrojowym tomie Andrzeja K. Olszewskiego Dzieje sztuki polskiej 1890–1980 w zarysie (Warszawa 1988) nazwisko Mariana Koniecznego pojawia się tylko z konieczności w jednym miejscu, gdy autor informuje o Pomniku Walk Rewolucyjnych na Rzeszowszczyźnie oraz wspomina Pomnik Bohaterów Warszawy.

Znacznie więcej można natomiast dowiedzieć się o Koniecznym z dwóch publikacji Ireny Grzesiuk-Olszewskiej: artykułu Ewolucja formy w polskiej rzeźbie pomnikowej lat 1945–80, „Rocznik Rzeźby Polskiej” 1989 – „Pomnik”, oraz przede wszystkim z obszernej i bardzo pożytecznej książki Polska rzeźba pomnikowa w latach 1945–1995 (Warszawa 1995). W obu publikacjach dominuje co prawda ujęcie dokumentacyjno-porządkujące, ale autorka nie stroni również od wypowiadania umiarkowanych ocen zjawisk zachodzących w interesującej ją materii. Solidna kwerenda bibliograficzna (zwłaszcza dobra znajomość lokalnej i centralnej prasy codziennej, z której obficie cytuje co ciekawsze fragmenty artykułów i notatek) pozwoliła Irenie Grzesiuk-Olszewskiej na zweryfikowanie wielu obiegowych opinii, przede wszystkim jednak na racjonalne przybliżenie czytelnikom historii powstania najważniejszych realizacji pomnikowych, w tym skomplikowanych i długotrwałych dziejów dwóch konkursów na projekt Pomnika Bohaterów Warszawy, od którego rozpoczęła się wielka kariera Mariana Koniecznego.

Warto wreszcie zadać sobie pytanie: czy istnieją w ogóle opracowania (o charakterze książkowym), których bohaterem jest wyłącznie krakowski artysta? Owszem, są takie, ale zaledwie trzy. Pierwsze, bardzo wczesne (bo z lat 60.) i dwa wydane już po 2000 roku. Niestety ich autorami nie są zawodowi krytycy i historycy sztuki, lecz absolwenci filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, co w dużej mierze determinuje charakter ich wypowiedzi. Za najciekawszą z wymienionych należy uznać, o dziwo, niewielką książeczkę pióra Władysława Loranca, Marian Konieczny. Biografia rzeźbiarza (Kraków 1967). Jest to próba spojrzenia na życie i twórczość artysty, który w momencie publikacji funkcjonował na rynku sztuki dopiero nieco ponad jedną dekadę. Trzeba jednak obiektywnie stwierdzić – próba bardzo udana, dobrze napisana, której lektura wciąga i dostarcza nie tylko ciekawych informacji z barwnego życiorysu rzeźbiarza, ale także przybliża jego twórczość w kontekście środowiska i czasów, w których przyszło mu funkcjonować. Niestety na obiektywnej ocenie dokonań autora, a także pośrednio na stosunku środowiska do Mariana Koniecznego, kładzie się cieniem późniejsza działalność polityczna Władysława Loranca, zwłaszcza w czasie stanu wojennego, gdy jako prezes Radiokomitetu w latach 1981–1982 wygłaszał w TVP tendencyjne pogadanki polityczne Proste pytania.

Dopiero po upływie trzydziestu czterech lat, a więc na samym początku XXI wieku, ujrzała światło dzienne efektownie wydana, choć bardzo niestety skromna (pod względem treści) publikacja: Postacie. Przy profesorskim stoliku. Marian Konieczny (Kraków 2001). Ten pseudoalbum zawiera tylko osiem fotografii przedstawiających popiersia wybitnych profesorów krakowskich, dłuta Mariana Koniecznego, którzy od kilkudziesięciu lat spotykają się regularnie przy osobnym stoliku w kawiarni Grand Hotelu, aby w elitarnym gronie przyjaciół dyskutować zarówno o sprawach ważnych, jak i błahych. Od blisko dwudziestu lat członkiem tego kręgu jest również Marian Konieczny (bywa tam w każdą sobotę przed południem). Artysta postanowił swego czasu uwiecznić niektórych ze swoich interesujących interlokutorów, tworząc w Grand Hotelu osobliwą galerię rzeźby. Wstęp do tej publikacji napisał Jerzy Skrobot, przede wszystkim publicysta, dziennikarz radiowy, a z czasem także krytyk sztuki, zaprzyjaźniony z naszym bohaterem.

Marian Konieczny i uprawiana przez niego sztuka rzeźbiarska tak dalece zafascynowały Jerzego Skrobota, że kilka lat później doprowadził do opublikowania książki: Kształty pamięci. Rzecz o Marianie Koniecznym (Kraków 2009). Książki – trzeba przyznać – dosyć osobliwej. Stosunkowo estetycznie wydana, zawiera dużo fotografii artysty i jego dzieł, z różnych etapów życia i twórczości, są wspomnienia o nim jego przyjaciół, natomiast tekst zasadniczy – pióra Jerzego Skrobota – to jednak w gruncie rzeczy jedynie świetna gawęda, pełna anegdot z życia rzeźbiarza, przypowieść o jego sukcesach, w mniejszym stopniu o słabościach i porażkach. Na próżno bowiem szukać w tym opracowaniu choćby namiastki obiektywnej analizy i oceny ponad pięćdziesięcioletniego dorobku plastycznego Mariana Koniecznego. Tak jakby ta bardzo przecież istotna kwestia, z narosłymi wokół niej wątpliwościami i niedomówieniami, pozostawała poza obszarem zainteresowań autora i wydawcy.

Z punktu widzenia dokumentacji ikonograficznej spełnia natomiast te oczekiwania kolejna publikacja: Marian Konieczny. Katalog rzeźb, która doczekała się już aż trzech wydań (Kraków 1994, 2003 i 2010). Po raz pierwszy opublikowano ją jako pokłosie wystawy przybliżającej czterdziestoletni wkład rzeźbiarza w życie artystyczne Krakowa i Polski. Szkoda tylko, że zabrakło w tym katalogu (jednym z nielicznych w dorobku Koniecznego, który wystawia bardzo mało) krytycznego wstępu, pozwalającego wszystkim zainteresowanym wyrobić sobie zdanie na temat charakteru twórczości artysty. Takiego wstępu nie było również w drugim wydaniu katalogu z okazji kolejnej wystawy, tym razem na pięćdziesięciolecie pracy artystycznej rzeźbiarza. Dopiero w trzeciej edycji, towarzyszącej wystawie wybranych dzieł Mariana Koniecznego w Pałacu Wielopolskich z okazji 80. rocznicy jego urodzin, zamieszczono wstęp pióra Bogusza Salwińskiego, profesora Wydziału Rzeźby ASP w Krakowie. Ten były uczeń i współpracownik autora Nike Warszawskiej po przedstawieniu podstawowych informacji biograficznych dotyczących swego wielkiego mistrza, pokusił się również o zwięzłą charakterystykę jego twórczości.

Na koniec tego krótkiego przeglądu publikacji, których bohaterem jest Marian Konieczny, warto odnotować artykuł Arkadiusza Woźniaka Marian Konieczny twórcza rzetelność i konsekwencja, opublikowany niemal dokładnie w 80. rocznicę urodzin artysty przez lubelski kwartalnik literacko-artystyczny „Akcent”, 2009, nr 4 (118). To bardzo ciekawa próba spojrzenia i zinterpretowania dokonań sędziwego rzeźbiarza, napisana przez młodego historyka sztuki z Rzeszowa. Jednocześnie jest to – jak dotychczas – najobszerniejsza, a zarazem najbardziej wnikliwa analiza twórczości Koniecznego.

Mimo niedosytu informacji o miejscu i roli tego twórcy w polskiej rzeźbie XX wieku nie zapominajmy, że Marian Konieczny to równocześnie artysta, który udzielił olbrzymiej ilości wywiadów (blisko pięćdziesięciu do 1989 roku, i kilku w latach następnych, ostatni przeprowadzony został pod koniec 2009 roku), opublikowanych na łamach dzienników (z reguły organów komitetów wojewódzkich PZPR wydawanych począwszy od Katowic, przez Kielce, Kraków, Bydgoszcz i Gdańsk po – naturalnie – Warszawę, gdzie zawsze życzliwa artyście „Trybuna Ludu”, a następnie „Trybuna”, nie szczędziły mu miejsca). Redaktorzy nie tylko starali się uzyskać od artysty wypowiedzi na temat jego twórczości, kondycji i zadań szkolnictwa artystycznego, miejsca i roli rzeźby w socjalistycznym społeczeństwie, ale nie zapominali również o informowaniu swoich czytelników o kolejnych, okrągłych urodzinach Mariana Koniecznego (zwłaszcza gdy był rektorem ASP i posłem na Sejm) i o historii powstania nowych pomników jego autorstwa.

Po transformacji politycznej i gospodarczej, do jakiej doszło po czerwcowych wyborach w 1989 roku, prasa codzienna, w mniejszym stopniu tygodniki i miesięczniki, wykazują w dalszym ciągu zainteresowanie Marianem Koniecznym i jego twórczością. Tym razem jednak ich redaktorzy (generalnie, tak jak dawniej, brakuje wypowiedzi osób zawodowo zajmujących się oceną zjawisk artystycznych), śledzą, niekiedy z iście detektywistycznym zacięciem wszelkie informacje o likwidowaniu niektórych pomników artysty (np. Pomnika Lenina w Nowej Hucie, Pomnika Wyzwolenia Częstochowy – Żołnierz Wolności czy Pomnika Aleksandra Zawadzkiego w Dąbrowie Górniczej) lub o ich przenoszeniu (nowa lokalizacja Nike Warszawskiej), a także o losach tzw. dzieł niechcianych (np. Pomnik Jana Matejki, zaprojektowany dla Krakowa, stanął ostatecznie na terenie jednej z dzielnic Warszawy). Wszystkich (zwłaszcza dziennikarzy, krytyków i innych artystów) intryguje wreszcie i pytanie, jak to jest możliwe, że autor głośnego Pomnika Lenina (w Nowej Hucie), jedynego wzniesionego w całej, ponad pięćdziesięcioletniej historii Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej przez artystę polskiego (Lenin w Poroninie był bowiem darem ZSRR), potrafił również – po latach – zaprojektować i zrealizować kilka pomników Jana Pawła II, w tym potężnych rozmiarów monument przed bazyliką w Licheniu, a także wykonać złożone ikonograficznie i treściowo Epitafium Królewskie do Archikatedry Poznańskiej. Warto bowiem w tym miejscu odnotować, że wbrew temu, czego pragną przeciwnicy artysty, Marian Konieczny nie przestał istnieć jako rzeźbiarz wraz z upadkiem PRL-u. Nadal jest niezwykle aktywny, otrzymuje zamówienia na pomniki od kolejnych komitetów (np. w 1994 roku stanął na polach pod Racławicami Pomnik Bartosza Głowackiego, a w roku 2006 konny Pomnik hetmana Jana Zamoyskiego w Zamościu), zarówno świeckich, jak i – o dziwo – coraz częściej także kościelnych. I chociaż ma już 80 lat, zachował niespotykaną w tym wieku witalność oraz pasję tworzenia, popartą imponującą otoczeniu pracowitością i samodyscypliną. Może jedynie interesuje go teraz bardziej rzeźba kameralna (portretowa), ale nadal ma wiele twórczych pomysłów i planów na kilka lat naprzód, a także nieustającą ochotę wypowiadania się w szczególnie bliskich mu materiałach (zwłaszcza w brązie).

Dziełem religijnym, absolutnie wyjątkowym w dorobku Mariana Koniecznego – artysta jest bowiem zagorzałym ateistą, świetnie jednak znającym Pismo Święte, potrafiącym przytaczać z pamięci całe, interesujące go fragmenty – jest wspomniane już tzw. Epitafium Królewskie w Archikatedrze Poznańskiej z 1995 roku [il. 1]. Ta monumentalna kompozycja, licząca aż 8 metrów wysokości, odlana w brązie, powstała w wyniku wygranego przez artystę konkursu (ogłoszonego przez poznańskie Towarzystwo Opieki nad Zabytkami). Jest to w gruncie rzeczy rozbudowany, głęboko rzeźbiony relief, którego głównymi bohaterami stały się postacie z dynastii Przemyślidów: Przemysł I, Przemysł II i księżna Rycheza. Bogaty program ikonograficzny, wypełnienie niemal każdego fragmentu powierzchni epitafium zróżnicowanym ornamentem i okolicznościowymi napisami (można właściwie mówić o horror vacui), czynią z tej pracy, przypominającej duże, jednoskrzydłowe drzwi, zamknięte od góry półkoliście, kompozycję tyle sugestywną, co nawiązującą stylistyką i charakterem do dzieł późnośredniowiecznych, w których każdy element niesie ze sobą ukrytą treść i przesłanie. W ten sposób Epitafium Królewskie, powstałe za rządów i za przyzwoleniem arcybiskupa metropolity poznańskiego Jerzego Stroby, stało się ważnym elementem wystroju rzeźbiarskiego gotyckiej katedry. Ustawione w pierwszej kaplicy na prawo od głównego wejścia, zdaje się wypełniać swoją rozbudowaną i do pewnego stopnia drapieżną bryłą niemal całą jej przestrzeń, nie pozwalając wiernym na chwilę spokojnej refleksji i zadumy.

Do dzieł religijnych Mariana Koniecznego należy również zaliczyć Pomnik św. Huberta dla parafii w Zalesiu Górnym, tablicę z podobizną Jana Pawła II dla szpitala w Zamościu, czy Pomnik św. Wojciecha dla Gdańska z 1997 roku, który pozostał jednak tylko w modelu [il. 4]: Na skromnej łodzi płynącej po wzburzonych wodach stoi św. Wojciech w stroju biskupim, z mitrą na głowie. Obie ręce szeroko rozłożone i uniesione do góry, w lewej trzyma monumentalny krzyż (sięgający podstawą do fal), palce prawej dłoni pokazują zaś w geście triumfu literę V (czyżby próba aktualizacji pomnika, nawiązania do sierpniowych strajków w stoczni im. Lenina w 1980 roku?).

Bez wątpienia dziełem najgłośniejszym w tej grupie – budzącym pewne kontrowersje, a zarazem największym – jest natomiast Pomnik Jana Pawła II przed bazyliką w Licheniu [il. 1–2], powstały w 1999 roku na zamówienie Grzegorza Tuderka, dyrektora generalnego Budimexu (firmy prowadzącej prace budowlane w sanktuarium). Na solidnym, zgeometryzowanym cokole (z fryzem przedstawiającym aż 56 postaci podążających w uroczystej procesji i dwiema tablicami inskrypcyjnymi) ustawił artysta wysoką na ok. 5,3 m postać Jana Pawła II ubranego w szaty pontyfikalne. Jego mitrę i kolumnę ornatu zdobią emblematy maryjne oraz orzeł w koronie. Wyprostowany papież stoi, z lekko pochyloną głową, w lewej ręce trzyma pastorał, prawą zaś wyciąga ku klęczącemu przed nim w sutannie i komży księdzu. Jest nim ks. Eugeniusz Makulski, kustosz sanktuarium i inicjator budowy bazyliki, której miniaturowy model wręcza Ojcu Świętemu. Rzeźba ta, jeden z ponad dwustu pomników Jana Pawła II wzniesionych w Polsce jeszcze za jego życia [sic!], nie jest co prawda od innych lepsza ani gorsza, jako jedyna nawiązuje jednak do średniowiecznego sposobu przedstawiania donatorów. Ale – według Arkadiusza Woźniaka – „jest to pomnik specyficzny, wyróżniający się w tłumie powstałych po 1980 roku wyobrażeń Wielkiego Polaka, przez swoją bogatą formę i złożoną narracyjność dobrze wpisujący się w tłumnie odwiedzane przez pielgrzymów otoczenie”[6].

Był to pierwszy w dorobku Mariana Koniecznego pomnik Jana Pawła II, ale nie ostatni. Później powstało jeszcze skromne rzeźbiarsko, choć duże (blisko dwumetrowej wysokości), solidne popiersie papieża na prostym cokole w Sękowej (2000) oraz dwa bardziej monumentalne pomniki Ojca Świętego w Leżajsku (2000) i w Bytowie (2008), gdzie po raz kolejny artysta zdecydował się na wprowadzenie ulubionej przezeń formuły postaci kroczącej [il. 5–7]. Papież w mitrze i ornacie, z charakterystycznym pastorałem w lewej ręce, błogosławi prawą ręką niewidoczne tłumy pielgrzymów, do których – jak się wydaje – za chwilę zejdzie z niskiego cokołu i po kilku stopniach schodów. „Te pomniki, w sumie dość podobne do siebie, są bardziej »ludzkie«, nie przytłaczają widza i nie potrzebują nie wiadomo jakiego dystansu przy oglądaniu w plenerze. Epatują za to swoistą bliskością i bezpośredniością, z której znany był papież” – stwierdza Arkadiusz Woźniak[7].

Ale ogromny dorobek Mariana Koniecznego to przecież nie tylko liczne pomniki, w tym i te, które bez wątpienia można uznać za religijne, przynoszące mu w równej mierze sławę i uznanie, co słowa krytyki, to również rzeźby bardziej osobiste, zdecydowanie intymne, wykonane z reguły w patynowanym gipsie. Można je oglądać wyłącznie w pracowni artysty i jego domu na krakowskim Salwatorze, gdzie z trudem wyłaniają się z tłumu innych, niemiłosiernie stłoczonych dzieł. Od pewnego czasu niektóre z nich, odlewane sukcesywnie przez zaprzyjaźnionego z twórcą rzemieślnika, ustawiane są w przydomowym ogrodzie, gdzie na tle zieleni drzew i krzewów zwracają uwagę delikatną patyną. Prace te pokazują zupełnie innego artystę, nie tego pozornie wyrachowanego, chłodnego i zdecydowanie pompatycznego, skutecznie skrywającego targające nim emocje, ale przybliżają człowieka z krwi i kości, który ma swoje wielkie marzenia i tęsknoty. O ile pomniki, powstałe na przestrzeni ponad pięćdziesięciu lat, cechuje wyjątkowo duża jednolitość stylistyczna, spokój i harmonia, to kameralne kompozycje rzeźbiarskie, w tym przede wszystkim cykle Dedal i Ikar (1965–1989), Macierzyństwo (1966–1968) oraz Ukrzyżowani Taniec życia (1977–1978), charakteryzują się znaczną ekspresją i skłonnością do form organicznych (czytelne fragmenty ludzkiego ciała), przemodelowanych w kierunku nieprzedstawiającej abstrakcji, z przepruwającymi je otworami różnej wielkości. Rzeźby te sprawiają wrażenie żywych organizmów, zdają się pulsować wewnętrzną energią, która towarzyszy im w krystalicznie czystej i pustej przestrzeni. Ich powierzchnie są chropawe, wyjątkowo nieregularne, a światło załamuje się na poszczególnych płaszczyznach, zwiększając efekt plastyczności i ruchu.

W co najmniej dwóch wersjach Ukrzyżowanych z cyklu Taniec życia Marian Konieczny podejmuje po raz pierwszy w swojej twórczości – tak się przynajmniej wydawało jeszcze do niedawna autorowi niniejszego eseju – wątek inspirowany Pismem Świętym [il. 8–9]. Jednak w długiej rozmowie przeprowadzonej w kwietniu 2010 roku artysta odrzucił taką możliwość interpretacji wymienionych prac. W obu rzeźbach nie ma na pewno spodziewanego z uwagi na tytuł mistycyzmu czy skupienia, obecne jest natomiast szalone pragnienie artysty, by przed całym światem wykrzyczeć troskę o los pojedynczego człowieka, z trudem walczącego o swój byt. Natomiast motyw szeroko rozłożonych ramion przybitych do krzyża, kojarzący się nieodparcie wielu katolikom (podobnie jak i piszącemu te słowa) z męczeńską śmiercią Chrystusa, to podobno wyłącznie element zamierzonej ekspresji, a nie wyraz wiary czy przekonań religijnych Mariana Koniecznego.

Czy na tym koniec niespodzianek ze strony autora Pomnika Lenina w Nowej Hucie i Jana Pawła II w Licheniu? Nie sądzę. Artysta skończył już co prawda 80 lat, ale rzeźbiarze żyją z reguły bardzo długo i zachowują aktywność twórczą do końca swoich dni. Zapewne więc zobaczymy jeszcze niejedno dzieło religijne, a może wręcz sakralne, sygnowane przez Mariana Koniecznego.

[/member]


[1] Artyści o pomniku. Dlaczego robiłem pomniki? Dlaczego pomników nie robiłem?, „Rocznik Rzeźby Polskiej” 1989 – „Pomnik”, s. 7–8.

[2] Ibidem, s. 8.

[3] Od Autorów, w: A. Osęka, W. Skrodzki, Współczesna rzeźba polska, [Warszawa 1977], s. 5.

[4] W. Skrodzki, Dzieła i poszukiwania, w: A. Osęka, W. Skrodzki, Współczesna rzeźba polska, [Warszawa 1977], s. 29–30.

[5] L. Grabowski, Rzeźba polska po II wojnie światowej, Warszawa [1970], s. 17.

[6] A. Woźniak, Marian Konieczny – twórcza rzetelność i konsekwencja, „Akcent”, 2009, nr 4 (118), s. 58.

[7] Ibidem.


Skip to content