Uniwersytet Rzeszowski
Centrum Dokumentacji Współczesnej Sztuki Sakralnej
pl. Ofiar Getta 4-5/35, 35-002 Rzeszów
tel. +48 17 872 20 98

Andrzej Białkiewicz
Kraków,Politechnika Krakowska

Abstrakt:

Analiza zadań występujących przy projektowaniu architektury sakralnej w kontekście własnych doświadczeń projektowych skłania do próby syntetycznego przedstawienia niektórych problemów. Po roku 1970 pojawiły się w Polsce większe możliwości uzyskiwania pozwoleń na budowę obiektów sakralnych, chociażby w przypadku, gdy powierzchnia zabudowy nie przekraczała 250 m². Taki kościół nazywano „kaplicą”. Kolejnym przedział obejmował budowle o powierzchni nieprzekraczającej 600 m². Często usiłowano te przepisy ominąć, projektując m.in. kościoły dwupoziomowe, z dolną kondygnacją częściowo zagłębioną w ziemi. Wydaje się, że przepisy prawne odnoszące się do powierzchni projektowanych kościołów wpływały w pewnym stopniu również na ich formę.

Ówczesna architektura sakralna pomimo dużej różnorodności form nie uwolniła się całkowicie od tradycyjnych wzorców. W procesie budowy świątyni uczestniczył inwestor, wykonawca i autor projektu. W wielu przypadkach budowę prowadzono tzw. systemem gospodarczym, a architekt zaskakiwany był zmianami dokonywanymi bez jego wiedzy. Realizowana w takich uwarunkowaniach budowla często znacząco odbiegała od projektu i sprowadzała się do budownictwa. Niemniej należy podkreślić, że te problemy występowały tylko w części realizacji sakralnych. Jednocześnie faktem jest, że w Polsce powstało i powstaje wiele wybitnych przykładów architektury sakralnej.

Od roku 1989 uzyskanie pozwolenia na budowę świątyni nie wymaga zabiegów omijających prawo budowlane, a twórca ma zdecydowanie większy wpływ na ostateczny wyraz swego dzieła. Większość więc z poruszanych tu problemów, charakterystycznych dla budownictwa sakralnego lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, jest dziś już nieaktualna.

słowa kluczowe: architektura, kościół, projekt, architektura sakralna lat 70. i 80. XX wieku w Polsce

————–

Zadania występujące przy projektowaniu współczesnej architektury sakralnej są zazwyczaj złożone. Ich analiza w kontekście własnych doświadczeń projektowych w tym zakresie skłania do próby syntetycznego przedstawienia problemów i sformułowania wniosków. Na podstawie ponad czterdziestu zrealizowanych projektów, z których połowę wykonałem we współautorstwie, a pozostałe samodzielnie, chciałbym zaprezentować specyfikę tych zagadnień. Poza tym wydaje się, że podobne problemy występowały w szerokim zakresie również przy realizacjach sakralnych innych projektantów.

Po roku 1970 pojawiły się w Polsce większe możliwości uzyskiwania pozwoleń na budowę obiektów sakralnych. Należy podkreślić, że starania o uzyskanie pozwoleń na budowę kościołów związane były zawsze z autentycznymi i realnymi potrzebami. W roku 1986 Sławomir Siwek tak opisał ten problem: Celem budownictwa sakralnego jest od kilkudziesięciu lat wyrównanie najbardziej rażących dysproporcji, a zatem polepszenie potrzeb wiernych dojeżdżających kilometrami do świątyni. Wychodząc naprzeciw zgłaszanym przez wiernych postulatom – kurie diecezjalne opracowały kryteria organizacyjne, które należy stosować przy ubieganiu się o zezwolenia. Jako orientacyjne kryterium „ minimum” przyjęto, że jeden kościół powinien służyć 10 do 15 tys. Wiernych[1].

[member]

Przed przystąpieniem do projektowania opracowywano program obiektu. Szczegółowo analizowane były wówczas potrzeby parafii. Na tym etapie na program przyszłej inwestycji wpływały również pewne ograniczenia formalno-administracyjne, jak np. lokalizacja, powierzchnia kościoła, powierzchnia zabudowy. Na przełomie lat 70. i 80. znacznie łatwiej było uzyskać pozwolenie na budowę, jeśli powierzchnia zabudowy kościoła nie przekraczała 250 m² i nie planowano plebani. Obiekt sakralny zatwierdzano wówczas do realizacji jako tzw. kaplicę. Ksiądz budujący taki kościół, a później sprawujący w nim liturgię, musiał dojeżdżać z istniejącej plebani czasami i kilkanaście kilometrów. Kolejną grupę stanowiły świątynie, których powierzchnia mieściła się w przedziale 250–600 m². Janusz A. Włodarczyk stwierdza, że istniał wymóg administracji przestrzenno-budowlanej ograniczający powierzchnię użytkową projektowanego kościoła do 600 m². Łatwiej było uzyskać zgodę na realizację, gdy się tej wielkości nie przekraczało. Dlatego też większość świątyń w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych była porównywalna wielkościowo, chociaż powstawały także obiekty większe[2]. Najczęściej inwestor w porozumieniu z projektantem usiłowali te przepisy ominąć. Z perspektywy czasu można jednak stwierdzić, że formułowany wówczas program był zazwyczaj zbyt obszerny i to zarówno co do różnorodności funkcji, jak i powierzchni na nie przeznaczonych. Kiedy bowiem pojawiała się realna możliwość realizacji świątyni, starano się ją maksymalnie rozbudować. Powstawały więc często kościoły dwupoziomowe, z dolną kondygnacją znajdującą się częściowo poniżej poziomu gruntu. Umieszczano w niej zazwyczaj salki katechetyczne, kaplice oraz wszelkiego rodzaju „pomieszczenia gospodarcze”. Z czasem okazywało się, że pomieszczenia te są niewykorzystywane, a zostały zaprojektowane głównie po to, aby, omijając obowiązujące przepisy, maksymalnie zwiększyć powierzchnię użytkową, nie powiększając przy tym powierzchni zabudowy. Wydaje się więc, że przepisy prawne odnoszące się do powierzchni projektowanych kościołów w pewnym stopniu wpływały również na ich formę.

Istotnym problemem było też uzyskanie zgody władz administracyjnych na proponowaną przez inwestora lokalizację świątyni. Wykonywane były szczegółowe studia dotyczące analizy aktualnego układu urbanistycznego miejscowości lub jej dzielnicy, zwracające szczególną uwagę na rodzaj zabudowy, dostępność komunikacyjną oraz istniejące i przewidywane parkingi. Zajmowano się także charakterystyką układu przestrzennego miejscowości ze specjalnym uwzględnieniem punktów widokowych oraz osi perspektywicznych. Dużą wagę przywiązywano bowiem do lokalizacji mającego powstać kościoła i wpisania go w istniejący pejzaż. Wszystkie te elementy rozpatrywane były w kontekście przewidywanego rozwoju miejscowości. Niestety, w wielu przypadkach studia te pomijano, a lokalizacje przyszłych kościołów akceptowane przez urzędy państwowe położone były z dala od centrum oraz w niedogodny sposób połączone komunikacyjnie z istniejącymi zespołami zabudowy. Często powierzchnie działek nie tylko nie pozwalały na umieszczenie parkingu, ale nie dawały nawet możliwości zagospodarowania placu przykościelnego dla niezbędnych funkcji związanych z liturgią, nie mówiąc już o plebani. Pomimo tych uwarunkowań w wielu przypadkach już wkrótce okazywało się, że nowy kościół ustanawiał oś kształtującego się w najbliższej okolicy zespołu zabudowy.

Charakterystyczne dla współczesnej architektury sakralnej jest poszukiwanie nowych form. Są one zarówno odzwierciedlaniem aktualnych kierunków w architekturze, jak i rozwoju techniki budowlanej oraz zmian wynikających z nowych tendencji teologicznych po II Soborze Watykańskim. Zauważyć można dużą różnorodność stosowanych rozwiązań formalnych. W odniesieniu do form architektonicznych Konstytucja soborowa stwierdza między innymi: Kościół żadnego stylu nie uważał jakby za swój własny, lecz stosownie do charakteru i warunków narodów oraz potrzeb różnych ośrodków dopuszczał formy artystyczne każdej epoki. (…) Także sztuka naszej epoki oraz wszystkich narodów i regionów może się swobodnie rozwijać w Kościele[3]. Pomimo to w bardzo wielu przypadkach wydaje się, że współczesna architektura sakralna nie uwolniła się całkowicie od tradycyjnych wzorców zarówno stylowych, jak i formalnych. Uważa się, iż jedną z charakterystycznych cech kształtowania architektury nowoczesnych świątyń katolickich było zachowanie ideowo-formalnej ciągłości (…) obok ortodoksyjnej dwoistości i znaczeniowego uniwersalizmu[4]. Czasami na formę architektoniczną projektowanego kościoła pewien wpływ miała silna sugestia księdza-inwestora poparta stanowiskiem rady parafialnej. Najczęściej formułowane wówczas życzenia koncentrowały się wokół dwóch odmiennych stanowisk. Oczekiwano, że kościół będzie miał wyrazisty dwuspadowy dach z wysuniętymi okapami, lub też, że dach będzie niewidoczny, a bryła potraktowana zostanie w sposób bardzo rzeźbiarski. Andrzej K. Olszewski podając typologię współczesnych kościołów w Polsce określa je między innymi jako namiotowe oraz rzeźbiarskie.[5] W swojej praktyce spotkałem się ze stanowiskiem architekta, będącego pracownikiem komisji architektoniczno-budowlanej przy jednej z kurii biskupich, który wręcz wymagał, aby projektowane kościoły miały wydatne dwuspadowe dachy z mocno wysuniętymi okapami.

W procesie budowy świątyni uczestniczył inwestor, wykonawca i autor projektu. W wielu przypadkach budowę prowadzono tzw. systemem gospodarczym, a architekt zaskakiwany był zmianami dokonywanymi bez jego wiedzy. Ścisła współpraca między inwestorem, a wybranym przez niego wykonawcą powodowała, że zmiany wynikające z chęci uproszczenia prac, braku odpowiednich kwalifikacji, czy też potrzeby twórczego działania wykonawcy, były przez proboszcza akceptowane. Akceptację uzyskiwało również doradztwo wykonawcy wynikające z pseudo-ekonomii realizacji danego etapu budowy. Tych racjonalizatorskich pomysłów zazwyczaj nie tylko nie uzgadniano z projektantem, ale nawet go o nich nie informowano. Jednak w kolejnych fazach budowy wprowadzone zmiany okazywały się najczęściej błędne. Niestety, z różnych przyczyn nie można już było wrócić do stanu projektowanego i trzeba było niejednokrotnie te bezsensowne przekształcenia akceptować, co nie pozostawało bez wpływu na ostateczną formę obiektu. Były też przypadki, na szczęcie bardzo rzadkie, kiedy modyfikacje projektu wynikały z inwencji artystycznej samego księdza-inwestora. Dochodziły do tego problemy z zakupem materiałów budowlanych, co zmuszało do stosowania materiałów nie posiadających odpowiednich parametrów. Andrzej K. Olszewski potwierdza podnoszone tu problemy pisząc: Wreszcie trzeci ostatni typ też trudny do sklasyfikowania. To budowle powstałe w wyniku braku pozwoleń albo braku stosownej działki, tak że np. trzeba na siłę pożenić kościół stary z nowym dla uzyskania większej powierzchni i przystosowania do owej funkcjonalności[6]. Odnosząc się zaś do procesu realizacji jednego z kościołów, pisze: Zaszły tam dodatkowo pewne kontrowersje, bo zabrakło cegły i ksiądz bez porozumienia z architektem obniżył o 1,5 m wysokość wznoszonej budowli, co przy tej skali ma zasadnicze znaczenie. Ponadto kazał zamurować otwór – wybijając go w zupełnie nowym miejscu. Niemniej to się stało i trzeba będzie jakoś z tym dać radę[7].

Bywało, że architekt kończył swą pracę w momencie, gdy kościół był wybudowany w stanie surowym lub częściowo wykończonym, chociaż zdarzały się i przypadki, że inwestor po uzyskaniu pozwolenia na budowę nie podejmował dalszej współpracy z projektantem. Na etapie ukończonego stanu surowego otaczała inwestora często cała rzesza artystów oferujących swe usługi i pomysły dekoracyjne. W bardzo wielu przypadkach propozycje te miały wątpliwą wartość artystyczną i jedynie dezorganizowały wnętrze. Działania takie miały miejsce nie tylko u nas w Polsce. Potwierdza to Jerzy Szeptycki, który odnośnie do projektów wnętrz sakralnych stwierdza: Architekt odpowiedzialny za projekt kościoła kończy swą pracę, kiedy bryła budynku jest ukończona (…) Warsztaty dekoracyjne organizowane są ściśle na podstawie biznesu. Oferują one standardowe lub robione na miarę sprzęty dekoracyjne… (…). Ogólną cechą tych bardzo popularnych (i drogich) rodzajów wewnętrznych dekoracji kościelnych jest ich eklektyzm i całkowita niezależność od charakteru samego kościoła[8]. Elementy wyposażenia wnętrza są wymienialne, można więc mieć nadzieję, że w kościołach, gdzie nie udało się zaprojektować właściwego wystroju, braki estetyczne zostaną usunięte w przyszłości.  

Takie uwarunkowania architektury sakralnej powodują, że czasem znacznąco odbiega ona od projektu twórcy i w zasadzie sprowadza się do budownictwa. Trudno więc rozpatrywać ją w kategoriach sztuki. Tę opinię podziela Julia Sowińska zauważając, że te zupełnie pozaarchitektoniczne względy miały często znaczący wpływ na efekt końcowy i to, niestety w większości przypadków niekorzystny[9]. Natomiast Andrzej K. Olszewski stwierdza, że w stosunku do współczesnej architektury sakralnej, (…) obowiązuje u nas pewien rodzaj snobizmu, takiej despotyczno-egzaltowanej negacji: ach, co za dziwadło, a w ogóle nic nie mamy!, a okropność itd. (…) Zawsze było tak, że z dużej masy obiektów tylko nikły ich procent wchodził do historii sztuki jako artystycznie zadawalający. Widziałem zestaw zdjęć z pewnej diecezji (…) i mam świadomość, że gros tego co tam wybudowano, będzie świetnym przykładem trudności obiektywnych, socjologii architektury, ale my historycy sztuki niewiele mamy tam do roboty[10]. Należy jednak podkreślić, że te wszystkie mniej czy bardziej obiektywne problemy występowały tylko w niewielkiej części realizacji sakralnych. Jednocześnie faktem jest, że powstało i powstaje w Polsce wiele wybitnych prac z zakresu architektury kościelnej.

Po roku 1989 uzyskanie pozwolenia na budowę świątyni nie wymaga stosowania zabiegów omijających prawo budowlane. Dostęp do odpowiednich materiałów oraz istnienie wykwalifikowanych przedsiębiorstw realizujących budowę spowodowały, że współpraca inwestora, architekta i wykonawcy stała się możliwa, a twórca ma zdecydowanie większy, chociaż nie całkowity, wpływ na ostateczny wyraz swego dzieła. Wydaje się więc, że większość z poruszanych tu problemów charakterystycznych dla budownictwa sakralnego lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku jest już, na szczęście, nieaktualna.


[1] S. Siwek, Budownictwo sakralne – ciąg dalszy, „Tygodnik Powszechny”, 1986, nr 2, s. 3.

[2] J. A. Włodarczyk, Dwa kościoły rzymsko-katolicki i ewangelicko-augsburski, w: Budownictwo sakralne ’98. Konferencja naukowo-techniczna. Budownictwo miast i wsi. Białystok 7–8 maja 1998, Białystok 1998, s. 366, cyt. wg: J. Sowińska, Forma i sacrum. Współczesne kościoły Górnego Śląska, Warszawa 2006, s.117–118.

[3] Konstytucja o Liturgii, n. 123, w: Sobór Watykański II, Poznań 1968, s. 68, cyt. wg: M. E. Rosier-Siedlecka, Posoborowa architektura sakralna. Aktualne problemy projektowania architektury kościelnej, Lublin 1979, s. 149.

[4] J. Rabiej, Tradycja i nowoczesność w architekturze kościołów katolickich. Świątynia fenomenem kulturowym, Gliwice 2004, s. 129.

[5] A. K. Olszewski, Próba typologii współczesnych kościołów w Polsce. Komunikat oraz kilka uwag ogólniejszej natury, w: Sacrum i sztuka, Kraków 1989, s. 85–105.

[6] Ibidem, s. 101.

[7] Ibidem.

[8] J. G. Szeptycki, A Study of Problems and Factors of Contemporary Ecclesiastical Architecture. A Thesis Presented to the Faculty of the School of Architecture. The University of Southern California, czerwiec 1952, s. 75–76, cyt.wg: A. K. Olszewski, I. Grzesiuk-Olszewska, J. Szeptycki i jego kościoły w Ameryce, Warszawa 2000, s. 15.

[9] Sowińska 2006, jak przyp. 2, s. 118.

[10] Olszewski 1989, jak przyp. 5, s. 103.

[/member]

Skip to content