Sąd smaku a współczesna sztuka religijna

Ewa Klekot

Warszawa, Uniwersytet Warszawski

Abstrakt:

Jak twierdzi Pierre’a Bourdieu, w nowoczesnej rzeczywistości każdy wybór estetyczny działa jako czynnik klasyfikujący społecznie. Teoria Bourdieu ukazująca społeczną konstrukcję sądu smaku pokazuje zarazem społeczne konstruowanie wartości estetycznej oraz ustanawianie dystansu społecznego i hierarchii z jej pomocą. Z drugiej strony, analizując wartość kiczu Tomaš Kulka stoi na stanowisku, że nie można go oceniać za pomocą sądu smaku ponieważ z definicji nie posiada on „wartości artystycznych”, które stanowią podstawę sądu estetycznego. Zdaniem Kulki kicz strukturalnie nie jest sztuką. Biorąc też pod uwagę fakt, że większość otaczanych kultem i cudownych wizerunków chrześcijańskich różni się dość znacznie od tych, które odbierają cześć w muzeach, sensowność stosowania sądu smaku do tak zwanej „sztuki religijnej” wyraźnie domaga się zrewidowania. Czynniki istotne dla wartościowania wizerunków religijnych przez osoby używające ich w praktyce religijnej sprawiają – co spróbuję pokazać odwołując się do przykładów pochodzących z moich badań terenowych, – że ich ocena opierać się powinna raczej na pojęciach takich jak gadamerowska nierozróżnialność, czy mimesis w znaczeniu, jakie nadał temu pojęciu Michael Taussig, a nie na konstruowanych w sposób nowoczesny wartościach artystycznych.

słowa kluczowe: sztuka religijna, sąd estetyczny, kicz, socjologia sztuki

———————-

W baśni Hansa Christiana Andersena Ogrodnik i jego chlebodawcy tytułowy bohater pewnego dnia umieszcza na pokojach pańskiej rezydencji błękitny kwiat w kryształowej wazie. Kwiat wywołuje zachwyt, a państwo zastanawiają się, z jakiego egzotycznego kraju pochodzi ten niezwykłej urody okaz, który uznają za „lotos hindostański”. Kwiat budzi podziw całego towarzystwa odwiedzającego pałac, a państwo ofiarowują go księżniczce, która zachwyca się nim bez reszty. Aby zastąpić ofiarowany księżniczce okaz nowym, państwo wyruszają na poszukiwania – nie znajdują kwiatu jednak ani w cieplarni, ani w ogrodzie. Pytają więc ogrodnika, który wyjaśnia, że niezwykłej urody kwiat to zwykły karczoch. Państwu natychmiast przestaje się on podobać; mało tego – śpieszą przeprosić księżniczkę, że ośmielili się ofiarować jej coś tak pospolitego. Księżniczka jednak nadal jest kwiatem zachwycona i nie przeszkadza jej świadomość, że pochodzi on z warzywnika. Karczoch zostaje więc zrehabilitowany także w oczach chlebodawców ogrodnika.
Przytoczyłam fragment tej dobrze znanej baśni, ponieważ jej przesłanie zawiera dwa bardzo ważne elementy wielkiej nowoczesnej narracji sztuki, elementy, które sprawiają, że teoria i praktyka tejże sztuki w kontekście religijnym pozostają ze sobą w mniej lub bardziej rażącej sprzeczności. Chodzi o działanie sądu smaku jako klasyfikatora społecznego (pospolite pochodzenie karczocha degraduje go w oczach państwa) oraz o przekonanie o jego uniwersalnych podstawach, czyli istnieniu jakiegoś rodzaju piękna absolutnego, czy też uniwersalnego, które jest cechą przedmiotu (tutaj: kwiatu) niezależnie od tego, kto i kiedy na niego patrzy oraz jaki robi z niego użytek. (Terminu „sąd smaku” używam tutaj za Pierrem Bourdieu w jego znaczeniu technicznym [1]; oznacza on sąd wypowiadany w stosunku do przedmiotu czy działania odnoszonych do skali wartości artystycznych i estetycznych.)
Tymczasem antropologia społeczna od dawna przekonuje, że z uniwersalnością piękna jest jeszcze gorzej niż z uniwersalnością praw człowieka, a przedmioty czy działania określane przez nas mianem sztuki bywają usytuowane w systemach kulturowych tak odmiennych od naszego, że często nie potrafimy nawet dostrzec skali wartości służącej do ich oceny, nie mówiąc o rozumieniu związanych z nimi znaczeń i ich miejsca w uniwersum ludzi, którzy są ich autorami; antropologii sekunduje zresztą już od dość dawna historia kultury [2]. Mimo to współcześni „praktycy sztuki”, a także znaczna część jej teoretyków, zachowują się tak, jakby uniwersum sztuki rzeczywiście miało postać muzeum wyobraźni, gdzie kryterium doboru jest wartość artystyczna obiektu. Oczywiście wartościowanie takie jest uprawnione w odniesieniu do nowoczesności i jej własnych dzieł; natomiast używanie wartości artystycznych do oceny wszelkich innych przedmiotów i działań wymaga z perspektywy antropologicznej głębokiego uzasadnienia – w przeciwnym razie mamy do czynienia z zawłaszczeniem, które zresztą cały czas jest ulubioną praktyką późnonowoczesnego Zachodu [3].

[1] P. Bourdieu, Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia, tłum. P. Biłos, Warszawa 2005.
[2] Por.: C. Geertz, Sztuka jako system kulturowy, w: tenże, Interpretacja Kultur, tłum. M. Piechaczek, Kraków 2005.
[3] Por. np.: N. Dias, Cultural Difference and Cultural Diversity: the case of Musée du Quai Branly, w: Museums and Difference, red. D. Sherman, Bloomington–Indianapolis 2006.

Pełny tekst artykułu został wydrukowany na łamach rocznika „Sacrum et Decorum” II, 2009. Zamówienia proszę kierować do Wydawnictwa UR.

Pełny tekst artykułu został opublikowany na łamach rocznika "Sacrum et Decorum" II, 2009. Zamówienia prosimy kierować do Wydawnictwa UR lub aktywować subskrypcję elektroniczną .